SaNa Sisters

SaNa Sisters

wtorek, 17 stycznia 2017

Podsumowanie noworoczne.... czyli O matko, umarłam!

Wchodząc na facebooka po zakończeniu sezonu w Świnoujściu widziałam u ponad 80% maratończyków podsumowanie sezonu. No ale co tu podsumować jak nie zrealizowało się założonego przez siebie planu? No tak, w życiu są także porażki i trzeba z nich wyciągnąć wnioski.
Jak wiecie sezon 2016 nie był tym o którym mogłabym powiedzieć :WOW to było to!Seria wypadków i wizyt w szpitalach mnie przerosła i dostałam zakaz 'pedałowania'.Eh.... I gdzie te przetargi między klubami? A już byłam umówiona na treningi z Peterem Saganem przed TdP a tu trzeba powiedzieć Wybacz kochany ale następnym razem ;)

Moi drodzy kolarzyści! Nowy rok, nowa ja ,więc słów kilka o minionym sezonie.


Długo zastanawiałam się nad wpisem. Niestety po maratonie w Wolsztynie przestałam udzielać się na blogu. Mimo wielu opinii maraton w Wolsztynie bardzo mi się podobał. Zaskoczyła mnie trasa jaką przygotowali organizatorzy, oraz prędkość jaką jechałam ,gdyż mimo sporego wysiłku była ona całkiem imponująca:) Wiadomo ,jak każdemu mogła trafić się mała wtopa ,ale była ona od orgów nie zależna więc doskonale zrozumiałam ich sytuację, a uważam, że i tak szybko uporali się z problemem. Kolejnym maratonem nie opisanym było Nietążkowo , które jest mi bliskie, gdyż uczęszczałam tam do szkoły i nigdy nie zapomnę tych wspaniałych lat w klasie mundurowej. Uważam ,że na tych zawodach , na prawdę było co robić, ponieważ znaleźliśmy podjazdy niczym z Vuelty, z pięknym widokiem na kościółek u góry podjazdu. Było trudno. Sądzę, że i tak łatwiej niż w zeszłym roku, ale pedałować było trzeba.Był to pierwszy maraton na dystansie mega w tym roku i zaraz po nim wystartowałam na zakończeniu w Świnoujściu , również na dystansie mega , ale nieco krótszym niż poprzednio.Może patrzę na to z troszkę innego punktu widzenia ,gdyż również pomagam przy organizacji ,
ale uważam, że na naszym maratonie było całkiem sympatycznie :)

Co powiem po sezonie wam , mistrzom ścigania się i długich dystansów?
Jest mi przykro. Pozostaje sentyment do dystansów ultra z zeszłego roku ,
o które mnie tak namiętnie wypytywaliście na każdym z maratonów. Niestety... Zdrowie jest ważniejsze.Tegoroczny sezon był dla mnie bardzo pechowy i bolesny. Zaczęło się od stracenia przytomności w Rewalu i od tamtej pory coraz częstszych wizyt w szpitalach i przychodniach lekarskich. Każdy gdzieś coś znalazł , a ja odkryłam wspaniałą fizjoterapeutkę. Diagnoz wiele bo i przypadłości sporo. Jedyna przerażająca mnie diagnoza to „ Pani Natalio , zalecamy przymusowy odpoczynek od roweru” . 


CO? W pierwszej chwili załamka. Ja tu sobie planuję na przyszły rok jeszcze dłuższe dystanse niż ultra a tu taka niespodzianka! No ładnie... I gdzie ja później znajdę takie kochane wariatki i wariatów którzy zdecydują się ze mną startować? Eh i zamiast zawodnik goni zawodnika , jadą pedał obok pedała , to badanie goni badanie a lekarz odsyła do innego lekarza. Fizjoterapeutka jednak usiłuje mnie uspokajać, że nie samym rowerem człowiek żyje ( tak kochani , uwierzcie istnieją też inne fajne ćwiczenia i zajęcia, można nawet dzięki nim zmienić sylwetkę ;)).
Więc miała trochę racji i zaczęłam się poważnie brać za siebie. Jak nie teraz, to za dwa lata wracam na ostro.Czas na formę! Póki co bez roweru ale już za rok się to mam nadzieję zmieni! :)


I tak doszło do mojego nieco innego spędzania wieczorów w tak zwanym czasie offsezon
O matko! Umarłam... czyli rower stoi przy łóżku i odpoczywa , ty dumnie masz go na oku aby nic mu się nie stało (wiadomo, bądźmy szczerzy o ten sprzęt dba się bardziej niż o swojego męża , czy żonę ;) ) i zaczynasz ćwiczenia stabilizacyjne i pionizujące na kręgosłup żeby uniknąć operacji. Jest to całkiem przyjemne i idzie się też spocić, ale są też takie dni gdzie dosłownie wyje się z bólu i czołga po podłodze. Nie pomyślałabym ,że ćwiczenia będą przynosić radość jak rower ,mimo wszystko i tak mniej męczą, ale i satysfakcja jest mniejsza. Mimo wszystko dajemy radę ,ćwiczymy ,studiujemy i pracujemy ,choć to ostatnie mnie wykańcza chwilowo.


Są też plany na przyszły sezon. Może są bardziej inspirujące i szalone?
Wiem jedno!Na pewno są zdrowe ,odkrywające ,ciekawe, podróżnicze
i na pewno do podzielenia się na blogu :)

W kwestii ostatniej „pochwalnej” , to mogę powiedzieć iż mimo że bez szaleństw i ścigania ,to zajęłam po raz kolejny pierwsze miejsce w Pucharze Polski w Supermaratonach.
Czyli jestem (jak to dumnie brzmi) Mistrzynią. Ale jakoś tak nie wiem , nie czułam potrzeby wrzucania zdjęć na portale społecznościowe , pisania wielkich postów , udziału w imprezach ,sesjach itd. Nie przeczytałam także artykułów na swój temat w gazecie ;) Sądzę ,że chyba nie o to nam wszystkim chodziło .

Moje dzielne koleżanki z podium :) Mimo braku kondycji, zajęłam pierwsze miejsce.
Będzie mi tego brakowało!

Gdy zaczynałam przygodę z rowerem jeździło się dla fanu , jakoś tak miło było się spotkać , przejechać dystans , wieczorem porozmawiać , podzielić się wrażeniami. Natomiast dzisiaj
odnoszę wrażenie ,że idzie to wszystko nie w tą stronę co powinno. Nie tylko zawodowy peleton jeździ coraz szybciej ,ale również my amatorzy. Jednakże tworzą się „profesjonalne amatorskie teamy”, dla których liczy się już tylko wynik za wszelką cenę , nie zważając na innych.
Dlatego tak na podsumowanie może i pewnego rodzaju przestroga ? Pamiętajmy , nie jesteśmy sami na drodze, nie spychajmy innych do rowu, pozdrawiajmy się wzajemnie zamiast z daleka na siebie krzyczeć. Właśnie po to jest kolarstwo amatorskie. Zacznijmy jeździć znowu dla przyjemności , spotkań i zabawy. A jeśli ktoś chce być zawodowcem , zapraszam ,wykupmy licencje i jeźdźmy na WYŚCIGI a nie MARATONY :)
Może i lepiej, że tak się to moje życie potoczyło ? Czasem jest fajnie dojrzeć szybciej do niektórych decyzji i prędzej zauważyć oraz doceniać pewne rzeczy i zjawiska:)

Moi drodzy! Do zobaczenia ,gdzieś ,kiedyś.To na pewno nie moja ostatnia kropka na tym blogu :)
Odpocznijmy po kolejnym sezonie , zadbajmy o nasze zdrowie i wyczekujmy kolejnych promieni słonecznych ,bo kto wie co nam przyniesie kolejny rok :)


P.S Tak, ciężko jest wytrzymać bez roweru ale trzeba wiedzieć kiedy odpuścić, bo gdy zasypiasz lub dusisz się na domowym „chomiku” to znak że wszystko zaszło stanowczo za daleko a ty musisz zrobić przerwę. Lepsza roczna przerwa i powrót w wielkim stylu niż startowanie na wózku inwalidzkim lub całkowity zakaz.

Trzymajcie się kochani :) Szerokości i pięknych pejzaży !



Rower stoi obok łóżka a aż chcę krzyczeć że chcę mi się jeździć i że to masochizm tak na niego codziennie patrzeć ;) Ale Przyjdzie pora... Będzie pięknie :)  Całusy ! :) 






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz