Wchodząc na
facebooka po zakończeniu sezonu w Świnoujściu widziałam u ponad
80% maratończyków podsumowanie sezonu. No ale co tu podsumować jak
nie zrealizowało się założonego przez siebie planu? No tak, w
życiu są także porażki i trzeba z nich wyciągnąć wnioski.
Jak wiecie sezon
2016 nie był tym o którym mogłabym powiedzieć :WOW to było to!Seria wypadków i
wizyt w szpitalach mnie przerosła i dostałam zakaz 'pedałowania'.Eh.... I gdzie te
przetargi między klubami? A już byłam umówiona na treningi z
Peterem Saganem przed TdP a tu trzeba powiedzieć Wybacz kochany ale
następnym razem ;)
Długo zastanawiałam
się nad wpisem. Niestety po maratonie w Wolsztynie przestałam
udzielać się na blogu. Mimo wielu opinii maraton w Wolsztynie
bardzo mi się podobał. Zaskoczyła mnie trasa jaką przygotowali
organizatorzy, oraz prędkość jaką jechałam ,gdyż mimo sporego
wysiłku była ona całkiem imponująca:) Wiadomo ,jak każdemu mogła
trafić się mała wtopa ,ale była ona od orgów nie zależna więc
doskonale zrozumiałam ich sytuację, a uważam, że i tak szybko
uporali się z problemem. Kolejnym maratonem nie opisanym było
Nietążkowo , które jest mi bliskie, gdyż uczęszczałam tam do
szkoły i nigdy nie zapomnę tych wspaniałych lat w klasie
mundurowej. Uważam ,że na tych zawodach , na prawdę było co robić,
ponieważ znaleźliśmy podjazdy niczym z Vuelty, z pięknym widokiem
na kościółek u góry podjazdu. Było trudno. Sądzę, że i tak
łatwiej niż w zeszłym roku, ale pedałować było trzeba.Był to
pierwszy maraton na dystansie mega w tym roku i zaraz po nim
wystartowałam na zakończeniu w Świnoujściu , również na
dystansie mega , ale nieco krótszym niż poprzednio.Może patrzę na
to z troszkę innego punktu widzenia ,gdyż również pomagam przy
organizacji ,
ale uważam, że na naszym maratonie było całkiem sympatycznie :)
ale uważam, że na naszym maratonie było całkiem sympatycznie :)
Co powiem po sezonie
wam , mistrzom ścigania się i długich dystansów?
Jest mi przykro.
Pozostaje sentyment do dystansów ultra z zeszłego roku ,
o które mnie tak namiętnie wypytywaliście na każdym z maratonów. Niestety... Zdrowie jest ważniejsze.Tegoroczny sezon był dla mnie bardzo pechowy i bolesny. Zaczęło się od stracenia przytomności w Rewalu i od tamtej pory coraz częstszych wizyt w szpitalach i przychodniach lekarskich. Każdy gdzieś coś znalazł , a ja odkryłam wspaniałą fizjoterapeutkę. Diagnoz wiele bo i przypadłości sporo. Jedyna przerażająca mnie diagnoza to „ Pani Natalio , zalecamy przymusowy odpoczynek od roweru” .
o które mnie tak namiętnie wypytywaliście na każdym z maratonów. Niestety... Zdrowie jest ważniejsze.Tegoroczny sezon był dla mnie bardzo pechowy i bolesny. Zaczęło się od stracenia przytomności w Rewalu i od tamtej pory coraz częstszych wizyt w szpitalach i przychodniach lekarskich. Każdy gdzieś coś znalazł , a ja odkryłam wspaniałą fizjoterapeutkę. Diagnoz wiele bo i przypadłości sporo. Jedyna przerażająca mnie diagnoza to „ Pani Natalio , zalecamy przymusowy odpoczynek od roweru” .
CO?
W pierwszej chwili załamka. Ja tu sobie planuję na przyszły rok
jeszcze dłuższe dystanse niż ultra a tu taka niespodzianka! No
ładnie... I gdzie ja później znajdę takie kochane wariatki i
wariatów którzy zdecydują się ze mną startować? Eh i zamiast zawodnik goni zawodnika , jadą pedał obok pedała , to badanie goni badanie a lekarz odsyła do innego lekarza. Fizjoterapeutka jednak usiłuje mnie uspokajać, że nie samym rowerem człowiek żyje ( tak
kochani , uwierzcie istnieją też inne fajne ćwiczenia i zajęcia, można nawet dzięki nim zmienić sylwetkę ;)).
Więc miała trochę racji i zaczęłam się poważnie brać za siebie. Jak nie teraz, to za dwa lata wracam na ostro.Czas na formę! Póki co bez roweru ale już za rok się to mam nadzieję zmieni! :)
Więc miała trochę racji i zaczęłam się poważnie brać za siebie. Jak nie teraz, to za dwa lata wracam na ostro.Czas na formę! Póki co bez roweru ale już za rok się to mam nadzieję zmieni! :)
I
tak doszło do mojego nieco innego spędzania wieczorów w tak
zwanym czasie offsezon
O matko!
Umarłam... czyli rower stoi
przy łóżku i odpoczywa , ty dumnie masz go na oku aby nic mu się
nie stało (wiadomo, bądźmy szczerzy o ten sprzęt dba się
bardziej niż o swojego męża , czy żonę ;) ) i zaczynasz ćwiczenia
stabilizacyjne i pionizujące na kręgosłup żeby uniknąć
operacji. Jest to całkiem przyjemne i idzie się też spocić, ale
są też takie dni gdzie dosłownie wyje się z bólu i czołga po
podłodze. Nie pomyślałabym ,że ćwiczenia będą przynosić
radość jak rower ,mimo wszystko i tak mniej męczą, ale i
satysfakcja jest mniejsza. Mimo wszystko dajemy radę ,ćwiczymy
,studiujemy i pracujemy ,choć to ostatnie mnie wykańcza chwilowo.
Są
też plany na przyszły sezon. Może są bardziej inspirujące i
szalone?
Wiem jedno!Na pewno są zdrowe ,odkrywające ,ciekawe, podróżnicze
i na pewno do podzielenia się na blogu :)
Wiem jedno!Na pewno są zdrowe ,odkrywające ,ciekawe, podróżnicze
i na pewno do podzielenia się na blogu :)
W
kwestii ostatniej „pochwalnej” , to mogę powiedzieć iż mimo że bez szaleństw i ścigania ,to zajęłam po raz kolejny pierwsze
miejsce w Pucharze Polski w Supermaratonach.
Czyli jestem (jak to dumnie brzmi) Mistrzynią. Ale jakoś tak nie wiem , nie czułam potrzeby wrzucania zdjęć na portale społecznościowe , pisania wielkich postów , udziału w imprezach ,sesjach itd. Nie przeczytałam także artykułów na swój temat w gazecie ;) Sądzę ,że chyba nie o to nam wszystkim chodziło .
Czyli jestem (jak to dumnie brzmi) Mistrzynią. Ale jakoś tak nie wiem , nie czułam potrzeby wrzucania zdjęć na portale społecznościowe , pisania wielkich postów , udziału w imprezach ,sesjach itd. Nie przeczytałam także artykułów na swój temat w gazecie ;) Sądzę ,że chyba nie o to nam wszystkim chodziło .
![]() |
| Moje dzielne koleżanki z podium :) Mimo braku kondycji, zajęłam pierwsze miejsce. Będzie mi tego brakowało! |
Gdy
zaczynałam przygodę z rowerem jeździło się dla fanu , jakoś tak
miło było się spotkać , przejechać dystans , wieczorem
porozmawiać , podzielić się wrażeniami. Natomiast dzisiaj
odnoszę wrażenie ,że idzie to wszystko nie w tą stronę co powinno. Nie tylko zawodowy peleton jeździ coraz szybciej ,ale również my amatorzy. Jednakże tworzą się „profesjonalne amatorskie teamy”, dla których liczy się już tylko wynik za wszelką cenę , nie zważając na innych.
odnoszę wrażenie ,że idzie to wszystko nie w tą stronę co powinno. Nie tylko zawodowy peleton jeździ coraz szybciej ,ale również my amatorzy. Jednakże tworzą się „profesjonalne amatorskie teamy”, dla których liczy się już tylko wynik za wszelką cenę , nie zważając na innych.
Dlatego
tak na podsumowanie może i pewnego rodzaju przestroga ? Pamiętajmy
, nie jesteśmy sami na drodze, nie spychajmy innych do rowu,
pozdrawiajmy się wzajemnie zamiast z daleka na siebie krzyczeć.
Właśnie po to jest kolarstwo amatorskie. Zacznijmy jeździć znowu
dla przyjemności , spotkań i zabawy. A jeśli ktoś chce być
zawodowcem , zapraszam ,wykupmy licencje i jeźdźmy na WYŚCIGI a nie
MARATONY :)
Może
i lepiej, że tak się to moje życie potoczyło ? Czasem jest fajnie
dojrzeć szybciej do niektórych decyzji i prędzej zauważyć oraz
doceniać pewne rzeczy i zjawiska:)
Moi
drodzy! Do zobaczenia ,gdzieś ,kiedyś.To na pewno nie moja ostatnia
kropka na tym blogu :)
Odpocznijmy
po kolejnym sezonie , zadbajmy o nasze zdrowie i wyczekujmy kolejnych promieni słonecznych ,bo kto wie co nam przyniesie kolejny rok :)
P.S
Tak, ciężko jest wytrzymać bez roweru ale trzeba wiedzieć kiedy
odpuścić, bo gdy zasypiasz lub dusisz się na domowym „chomiku”
to znak że wszystko zaszło stanowczo za daleko a ty musisz zrobić
przerwę. Lepsza roczna przerwa i powrót w wielkim stylu niż
startowanie na wózku inwalidzkim lub całkowity zakaz.
Rower stoi obok łóżka a aż chcę krzyczeć że chcę mi się jeździć i że to masochizm tak na niego codziennie patrzeć ;) Ale Przyjdzie pora... Będzie pięknie :) Całusy ! :)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz